http://muzyka.gery.pl/cms/40334,2,et...,recenzja.html
Eternal Deformity - Frozen Circus
Autor: Łukasz Dubaniowski

Pamiętam, jak jeszcze niedawno zachwycałem się 'Serpent Design', poprzednim krążkiem Eternal Deformity, mając nadzieję, że chłopaki z Żor już niebawem staną się jasnym punktem na scenie awangardowego metalu. I właśnie dzięki takim krążkom, jak 'Frozen Circus', czy wydany przez Devilish Impressions niemalże w tym samym czasie 'Diabolicanos', mogę być spokojny o kondycję tego gatunku w Polsce.
'Zamarznięty Cyrk' może nie rusza mnie od samego początku, bo po wprowadzającym w klimat płyty rozmytym 'Retrospection' chłopaki otwierają 'The Force Of Your Heart' jakimś takim zbyt sztampowym riffem. Ale jak już się rozkręcą, wpadając momentalnie w skoczne rejony okraszone pachnącą orientem melodyką, to nic tylko zbierać oszronione odłamki szczęki z parkietu. A potem jest już tylko lepiej! Pomijam kwestię samego brzmienia instrumentów, ale to co dzieje się w warsywie merytorycznej, natłoku smaczków, barw i klimatu, to już nawet nie pierwsza liga, a sam czub esktraklasy takiego grania! Eternal Deformity wykorzystuje bowiem do granic możliwości środki i możliwości, które dała im do dyspozycji natura i technika. 'Frozen Circus' jest bowiem czymś na kształt połączenia tego, co tkwi w głowach muzyków z tym, co mogą osiągnąć dzieki zaawansowanej technice, mnogości brzmień i własnym umiejętnościom. 'Frozen Circus' to płyta zarówno awangardowa w treści, jak i bardzo tradycyjna w bezpośrednim przekazie. To nie tylko ciężkie klimatyczne granie, ale również (a może: przede wszystkim!) muzyka oparta na mozolnie budowany tragizmie, elementach operetkowych czy nawet kabaretowych. Być może ktoś powie, że z jednej strony drzemie w tym albumie klimat epickich opowieści Bal-Sagoth, albo groteskowa zabawa z muzyką w duchu przewrotnych kompozycji Notre Dame, ale muszę powiedzieć jedno: Eternal Deformity wypracowało swój własny styl, co słychać nie tylko w arcyciekawej wersji hitu Depeche Mode 'Little 15', ale przede wszystkim naładowanych progresją ekwilibrystycznych szlagierach pokoroju 'Crime', zmieniającego klimat, jak w kalejdoskopie 'Endless Night', operetkowego w formie 'Lovelorn' czy agresywnego i bardzo dalkiego od ciszy 'So Silent'. Mam wrażenie, że 'Frozen Circus', mimo iż nie jest teatrem jednego aktora, bo instrumentaliści wyciskają ze swoich narzędzi ostatnie soki, zwraca uwagę wszechstronnymi wokalami basisty Przemka Kajnata. Za linie dopasowane do momentami karkołomnych pasaży należą się naprawdę duże brawa.
Nie wiem czy cyrk Eternal Deformity jest w rzeczywistości zamarzniętym namiotem, skrywającym fascynujące kształty brył lodu. Ja widzę w nim nóstwo różnych barw, słyszę sypiące iskrami gitary i czuję pachnący bliskowschodnimi przyprawami dźwięk klawiszy. Mało tego, to płyta żywa, spójna i niesamowicie energetyczna, a co za tym idzie bardzo daleka od statycznych, chłodnych monologów. Kto nie skorzysta z zaproszenie zespołu, by zasiąść w pierwszym rzędzie i chłonąć ich najnowszy spektakl musi być naprawdę nie spełna rozumu. Dlaczego? 'Frozen Circus' jest po prostu płytą wartą ze wszech miar polecenia. Każdemu.